powidok


Trafiłam do miejsca, w którym każdy człowiek jest opowieścią wartą poznania. Gdzie ludzie płoną ogniem pasji, a kontakt z nimi rozgrzewa i pozostawia na skórze ślady po kłujących iskierkach. Co ciekawe poszczególne łuny bliżej poznanych znacznie się od siebie różnią. Tak ich teraz pamiętam

niebiesko-granatowy ogień łączący spokój i doświadczenie. powoli, ale pewnie pełznący po linii wzroku zmierzającej do celu 

odblaskowo-pomarańczowy żar ekstremów, który wybucha niespodziewanie z głośnym trzaskiem i niewyobrażalną siłą, grożąc pożarem

 prawie przezroczyste, wirtualne ogniki, zapalające się tylko od czasu do czasu. rozbudzane raz po raz, z każdym kolejnym są bardziej głodne gorących i mocnych barw, pożerają je łapczywie, rozpalając coraz bardziej umysł i ciało strzelające zawadiackimi iskrami, cieplutkie promyczki w odcieniach pomarańczu i żółci, pełgające wesoło po ich źródle i przeskakujące na otoczenie. pełne pojawiających i znikających barwnych plamek nieprzewidywalności (z których najbardziej urocze są chyba te w odcieniu lapis-lazuli)

wreszcie ciemny, prawie czarny płomień z fioletowym poblaskiem tajemnicy. dymny, niezarażający, trochę gryzący. gdzieś w głębi skrywający czerwień szaleństwa

Pamiętaj, Sae. Zagadkowość tak naprawdę jest tylko niedopowiedzeniem. W skłębionej ciemności nie ma niczego pociągającego, a wśród pozytywów żółty obrys powidoku po zamknięciu oczu to trochę za mało. Dlatego skup się na plamkach. Przecież lubisz się uśmiechać.

0 komentarze:

Prześlij komentarz