obsydian


W dłoni ściskam obsydianową kuleczkę. Wewnątrz niej kłębi się cała moja wyobraźnia. Stare warstwy, niegdyś kwitnące i pnące się wysoko, wyschły. Długo złuszczały się w głowie, wskutek czego teraz zalegają w formie szaro-brunatnych liści, które szeleszczą podczas zawirowań myśli. Czasami jeszcze korzystam z ich cichego podszeptu przywołującego wspomnienia. Z lekkim ociąganiem sięgam po echa przeszłości, jednak coraz częściej wybieram milczenie. Czekam aż coś zmieni się w połyskującej czarnej kulce. Obracam ją w palcach, oglądam pod słońce, wypatruję tęczowych wstęg nowych impulsów, ale wciąż nic się nie dzieje.
Potrzeba czasu i cierpliwości. Wiem, że kamień wreszcie pęknie. Wtedy jego ostrą krawędzią natnę powłokę umysłu, jakby była skórką dojrzałego owocu. Sok świeżości spłynie po palcach. Wystarczy je oblizać, by w ustach poczuć słodki smak nowych słów.

0 komentarze:

Prześlij komentarz