pękające lodowce
Nagle w środku nocy wschodzi słońce i wszystko zalewa ciepło letniego popołudnia. Strumienie światła mieszają się z myślami, radośnie falujące dźwięki zatapiają przestrzeń umysłu. Wstrzymuję oddech i znikam pod powierzchnią świadomości.
Wynurzam się z blaskiem słonecznym w kącikach ust, zaplątana w wielobarwne wstęgi rozwarstwionej tęczy.
Tafla myśli płonie. Jęzory ognia liżą nawet odległy horyzont zmysłów. Podpalony lont widnokręgu zatacza krąg, inicjując eksplozję czucia.
Nie ma już lodu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz