mirror mirror
Najpierw zaczyna być przeraźliwie zimno. Gdy wybór jest zerojedynkowy, czasami gaszę wewnętrzny ogień, by nie doprowadzić do pożaru. Szron pokrywa usta, więc wypuszczam z nich tylko szkliste, gładkie słowa. Szadź osiada na światłowodach, którymi oplótł mnie świat. Paczuszki informacji ślizgają się przy każdym odbiciu i nawet jeśli docierają do celu, są w stanie wydyszeć ledwie połowę treści. Nawet satelity geostacjonarne drżą, gdy dociera do nich chłodna fala próbująca połączyć mnie z rzeczywistością.
The number you are trying to reach is currently unavailable. Please, don't try again later.
Nie trzęsą mi się dłonie, po prostu przestaję je czuć. Skostniałymi palcami trudno krzesać iskry. I o to właśnie chodzi.
Głęboko pod zmrożoną skorupą bezczucia żarzą się pokłady życia. Przebiję się przez warstwy lodu i rozniecę ponownie płomienie, gdy oddech znów stanie się ciepły.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz