bezruch


Mogłabym całymi dniami przebywać w przestronnym, prawie pozbawionym
mebli pomieszczeniu o sterylnie białych, lśniących ścianach. Zamknięta w
pokoju bez okien i drzwi, oświetlonym z góry silnie rozproszonym światłem, mając do dyspozycji jedynie proste, czarne krzesło. Trwałabym godzinami bez ruchu: siedząc okrakiem z rękami splecionymi na oparciu z broda w zagłębieniu między nadgarstkiem i grzbietem dłoni. W bezruchu: wyprostowana i oparta, z nogą założoną na nogę, dotykając palcami prawej ręki ust. Nieruchomo: po turecku z głową odchyloną do tyłu. Wpatrzona w biel mogłabym po prostu trwać, tylko od czasu do czasu kąciki ust drgałyby nieznacznie, wyrażając pogardę.

Negatyw naszkicowanego obrazka nie wchodzi w grę. Potrzebuję scenerii odpowiedniej do rozmowy ze swoimi demonami. Muszę je dobrze oświelić, choć - przyznam - sytuacja napawa mnie obrzydzeniem. Demony napawają mnie obrzydzeniem. Nie, bynajmniej nie są straszne, jak mogłaby sugerować ich pretensjonalna nazwa. Są niesmaczne, ...przeciętne, a - co najbardziej uwłaczające - swoją energię życiową czerpią ze mnie. Nieustannie dają świadectwo temu, z czym jestem najmocniej związana i jak chińska pułapka na palce, wiążą mnie tym silniej, im bardziej próbuję się odsunąć.

więc

zamieram
i próbuję przestać szarpać

Siedzę w białym pokoju o lśniących ścianach. Demony siedzą we mnie.
I... nic się nie dzieje.

0 komentarze:

Prześlij komentarz