Dobry czas.
Najpierw cudownie rozproszony dzień. Przepływ obok zdarzeń, swobodne pasma myśli. Brak dziania się, który otwiera czasoprzestrzeń bycia.
Czuję. Myślę. Rozpływam się.
A zaraz potem mocne uderzenie intensywności. Podwójne zagęszczenie - zarówno na poziomie gęstości poszczególnych doświadczeń, jak i na poziomie następowania po sobie wydarzeń. A wszystko podszyte przełamywaniem kolejnych fal przeciwności. Choć tak trudniej, to po każdorazowym zburzeniu fizycznej ściany oporu pozostaje delikatny posmak satysfakcji.
Poczucie spójności wyborów sprawia, że czuję się coraz bardziej kompletna.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz