Odczucie jest takie, jakby rzeczywistość wokół mnie gęstniała i napierała na ciało. Powietrze niby normalne, ale powietrze geste, gęstsze, oplatające. Niby chłodne, a parzące. Coraz mniej stopni swobody, coraz mocniej spętane kończyny
Kalejdoskop uczuć, odczuć, kolorowa parada wielowarstwowych myśli. Jestem tym wszystkim, jestem mieszaniną pełną grudek i niejednorodności. Tańczy we mnie chaos. Tak. Bezład upodobał sobie tę dynamiczną formę, by utrwalać pozory porządku, by łudzić powtarzalnymi wzorami, bo ruchem można rozmyć zwątpienie, w ruchu można ukryć niepewność, schować nieprzewidywalność zawahania. Byle szybko.
Dlatego ja w ruchu też zyskuję kształt, dlatego dynamicznie się dookreślam, dlatego w moim byciu obrysowanym działaniem jest pewność. A w statyczności niepewnieję. Bo ja nie marmur. Ja gest. Ja nie prawo. Ja wybór zależny od chwili.
Och.
Jak bardzo wszystko kłamstwo. Jak bardzo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz