limes

Czas stał się dla mnie pojęciem geometrycznym. Kroję kawałki od granicy do granicy. Składam wielościany w piramidę zdarzeń. Nawet w uwolnionym od planowania prostopadłościanie (nic nie musiało się wydarzać w tym tygodniu i nawet gdyby było to równoznaczne z wydarzaniem się niczego, byłoby dobrze) żyję tylko od ściany do ściany.
To wszystko przez skończoność doświadczenia i skończoność życia. Ostatnie wspomnienie nieograniczenia czasowego miałam chyba we wczesnym dzieciństwie i wynikało z niewybiegania myślą w odległą przyszłość. Zresztą ze względu na ograniczony punkt odniesienia w postaci ledwie kilku świadomych lat jedno popołudnie trwało wieki, a późniejsze nieprzespane noce rozciągały się w eony.
A obecnie nie mogę się zanurzyć w teraz na tyle mocno, by zapomnieć o skończoności. Gdzieś z tyłu głowy zawsze jest białe pomieszczenie planowania lub chociażby świadomości, w którym porusza się dynamiczna instalacja wielokształtnych klocków czasu.

Marzą mi się nieskończoności..

0 komentarze:

Prześlij komentarz