jesiennienie

Mało jesienne jesiennienie jesieni, chociaż zieleń jest już wyraźnie zmęczona. Jak moja skóra. Momentami mam wrażenie, że począwszy od zewnętrznych powłok zacznę zmieniać się w pył i zostanie już tylko kupka cienkich jak pergamin, poszarpanych płatów na podłodze. Dotykam twarzy palcami i niespecjalnie zdumiona stwierdzam, że wszystko jest na swoim miejscu. Tak jak dawniej. I nawet skóra nie tak przeraźliwie sucha, jak mi się wydawało. Od dwóch tygodni nie słuchałam muzyki. Dwa tygodnie mnie nie było. Dwóch tygodni nie było. Przebieram się za siebie i jako niby ja podtrzymuję życie towarzyskie, bo to jest podobno ważne. Wszystko ok. Tylko niech już zajdzie słońce. Kończę :) [02.10.] Poprzednią notką przywołałam jesień do porządku. Jesiennieje jak na jesień przystało. Szeleszczącą żółcią poprzetykała delikatne słoneczne promienie. Mgli się porannie, skrapla nocnie, okołopołudniowo wygładza zmarszczki starego lata. Znamienna literówka: "leta". zapominam o lecie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz