defrustruująccy rzyg codzienny

Na stare lata staję się przewrażliwiona i mięknę wobec miazg, siek i rzezi. Wprawdzie robienie hamaka z jelit wrogów nigdy nie wydawało mi się dobrym pomysłem (ze względów czysto higienicznych i w dużej mierze oflaktorycznych), ale ciało ludzkie tako w całości jak i w kawałkach, wywinięte dowolnie - na lewą czy prawą stronę - pozostwało zawsze ciałem ludzkim w całości lub w kawałkach. Jednocześnie nie traciło nic a nic na człowieczeństwie. Niby nadal nie omdlewam na widok krwi, jednak pewne rodzaje ran i uszkodzeń sprawiają, że głęboko w środku mnie coś się mocniej kruczy i zaciska. Coraz częściej pojawia się słodko-mdlące psychiczne drżenie jako symptom lekkiego przeczulenia. Na dodatek wyciąganie obrazów-drzazg z pamięci utrudnia mi człowiek tkwiący w każdym ciele. Nie podobają mi się obserwowane u siebie objawy rozmiękczenia. Umówmy się jednak, że naturalniej jest, gdy ostentacyjne gnicie, rozpad i rozkład następują dopiero po śmierci, a nie za życia. Nie za bardzo potrafię przejść obojętnie obok odwróconej kolejności.

0 komentarze:

Prześlij komentarz