nihil novi
Nieskończone, popierzone dzisiaj.
Obrzydzenie budzi we mnie przelewający się falami nihilizm. Ten nieuchronny kac, wynik zatrucia przebrzmiałymi ideami przeszłych pokoleń. Młodość jest dręczona bólem głowy i uczuciem rozbicia. Męczona pragnieniem nie do ugaszenia, na którym wzrasta konieczność pochłaniania coraz nowszych rzeczy i wrażeń. Wycieńczona snuje się półprzezroczyście, jak na wypluty i poszarzały cień człowieczeństwa przystało.Oto znamiona chorobliwego teraz. Świat powinien się skończyć, kiedy ludzie ograniczą się wyłącznie do konsumowania i kontestowania. Gdy rozpleni się powszechna niemożność tworzenia czegoś nowego.
Staram się walczyć z mdłymi dolegliwościami, ale udaje mi się co najwyżej uzyskać wymianę na przypadłości mdlące. Rzygam, mentalną pustkę odreagowując gastrycznie. Na dodatek metaforycznie, żeby tęczą realnych wymiocin nie gwałcić praw estetyki.
Niech wreszcie coś się złamie i przełamie, zamiast tylko chwiać się i chylić. Niech wreszcie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz