amygdalus
Wgryzam się w twardawe, zaskakująco niedojrzałe, jak na tę porę roku, dni. Koniec lata ma smak migdałów i zniewalający zapach cyjanowodoru. Otumania mnie, otulając myśli mlecznobiałym tiulem. Zdarza się, że tracę ostrość myśli a w konsekwencji spojrzenia. Kiepsko wychwytuję detale otoczenia. Wszystko przez to, że mało mnie teraz na zewnątrz. Prawie cała kłębię się w środku, ale bez chaotycznej szamotaniny. Wiję się świadomie. Burzę i buduję. Nie muszę się spieszyć, ponieważ wewnątrz czas nie przypomina przekątnej w prostopadłościennym pudełku przestrzeni. Odpowiednio dostrojony umysł wygina go, rozmiękcza, a w najlepszych momentach zamienia we wstążkę, którą można komuś związać dłonie. Mocno. A na końcu sprawdzony węzeł zwieńczyć kokardą do złudzenia przypominającą symbol nieskończoności...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz