papierowe miasto


Przyglądam się miastu. Budynki wydają się takie nietrwałe, zupełnie jakby były wykonane z tektury. Dotknięcie szarej ściany domu wyrastającego ponad pozostałe wytrąci ulicę z równowagi i zachwieje nią aż po fundamenty. Dekoracje marnej jakości rozsypią się u moich stóp prawie bezdźwięcznie. Jedynie zmięty papier zaszeleści cichą skargą. Za moimi plecami pozostały lustrzane powierzchnie wieżowca - szklanej figurki, którą mogę zamknąć w dłoniach lub zbić jednym nieuważnym ruchem. Tuż obok mnie przejeżdża czerwony tramwaj. Przecież wystarczy go delikatnie pchnąć i przewróci się jak dziecięca zabawka. Z wnętrza wysypią się niedokończeni ludzie i poobijają miejscami wytartą szarość asfaltu.
Z popękanego nieba spadają postrzępione płaty przybrudzonego śniegu. Zwizualizowane pragnienie podpowiada mi, że są elementem wyrwanym z przyszłości -
w nieodgadnionym 'kiedyś' przechodzę po raz ostatni ulicami centrum i rzucam za siebie zapałkę. Gdybym wróciła, zobaczyłabym tylko wszechobecny popiół i pył opadające niespiesznie niczym płatki popielatego śniegu w pochmurny dzień. Aż po szarzejący w oddali horyzont zdarzeń rozciągałaby się pusta, niezmącona fluktuacjami możliwości przestrzeń .
Na razie jednak tło codziennej egzystencji pozostaje nienaruszone. Nie wnikam w pomiętą przestrzeń i zagięcia czasu. Patrzę na swoje odbicie w szybie i zastanawiam się czy ja też jestem tylko elementem scenografii, który – w razie pożaru – będzie niemrawo tlił się w tle. Czy moje serce jest jedynie pogniecioną kartką - zniekształconym żurawiem trzepocącym rozpaczliwie zdeformowanymi skrzydłami w klatce piersiowej? Jeśli tak, to wystarczy jeden ruch dłoni nieznającej zwątpienia, który przeniknie kruchą zaporę żeber. Palce zacisną się na drżącym w ostatnim uderzeniu papierowym ciele ptaka, a ja w ostatnim oddechu wydalę z krwioobiegu całą tęsknotę.
Jeśli.

0 komentarze:

Prześlij komentarz