|| czysty zapis myśli po i przed || nie chce mi się zmieniać nawet przecinka ||
|| czas - kiedyś || miejsce - chybajawa ||
dzień
Ciężkie stalowe niebo wisi nad głowami. Czekam cierpliwie, aż wyleje wszystkie swoje żale. Aż obmyje umysł z lepkich myśli łączących nas z rutyną. Nas - doskonałe zespolenie w tłumie.
Niebo ma kolor deszczu. Pierwsza kropla spada na usta, ale nie tak poznaje się smak nieboskłonu.
noc
Rozbłyski nicości. Czym jest odkrycie? Supernową na firmamencie znużenia. Nie masz już czasu. Musisz dać się rozszarpać. Skrawki myśli, plasterki rozpaczy mojego ciała. Wybuch - jeśli się uda - pociągnie kawałek wszechświata do innego wymiaru. Zniszczysz, bo w przyrodzie i w umyśle musi panować równowaga. (Zapłacisz później szaleństwem.) Łza rzeźbi rysę w lodowym posągu. Jak mogłaś tak się mylić?
Następuje dzień drugi - drugie przebudzenie. Od teraz czas zacznie przyspieszać. Strzałę czasu wystrzeliłaś ze swojej podświadomości i żaden paradoks cię nie uwolni. Zmierzasz prosto w kierunku katastrofy. Siedem dni czy tryptyk?
Smukły wąż szumiących traw pieszczotliwie oplata szyję. Gestem kochanka kusi - zerwij jabłko szybciej. Wcześniej!
...ceną jest zawsze koniec świata - szept zamiera w kroplach deszczu...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz