bańka

we collect our phobias
our sicknesses

Drżące fale emocji pulsują pod skórą. Przepływają poplątanymi, zawęźlonymi arteriami aż do momentu, w którym utykają na dłużej w węzłach splątanych przeszłością. Jasność odczuwania ginie w zawirowaniach.. zbyt trudnych do opisania. Do czasu. Do czasu, gdy pojawia się ból napięcia i ulga rozerwania, kiedy czuję obiecujące, rozdrgane naprężenia i ból pękania.

Dociskam ten ból do żywej ściany czucia, bo tylko wraz z nim dociskam i zatrzymuję uczucia. Niewłaściwy kontekst sprawia, że ginie rozróżnienie na dobre i złe emocje. Pozostaje jedynie granica wytrzymałości wytyczona na krawędzi braku odczuwania. Niegdyś skostniała, dzisiaj sprężysta.
Obiema dłońmi napieram na elastyczną błonę, raz po raz, a ona wraca do stanu sprzed prób rozciągania. Może bańka, którą tworzy, jest nieco bardziej rozdęta.. a może mniejsza, lecz brak mi stabilnego kryterium potrzebnego do porównania.
Nie wierz słowom. Są odbiciem cieni.
Nie wierz gestom. Przez nie tylko odmienia się chwila.
Nie wierz emocjom. Znikną po drugiej stronie lustra.
(Szukam kolejnej cząstki elementarnej – nośnika prawd).

0 komentarze:

Prześlij komentarz