Bywa tak, że świat jest wypłukany z barw.
Nigdy nie mogłam się na to przygotować, bo zamiast blaknąć powoli, po prostu świat nagle stawał się przezroczysty. Nadal widziałam kształty, ruch, każdą fałdkę materii i zagięcie przestrzeni, rejestrowałam postaci i wydarzenia, ale w formie trójwymiarowej, dynamicznej malowanki, którą zapomniano wypełnić kolorem. Żywe kontury przez cały czas delikatnie pulsowały, wyostrzały się i rozmywały, trochę męcząc wzrok, ale jednocześnie pozwalały normalnie żyć, tym bardziej że miałam spore doświadczenie w dopowiadaniu sobie reszty. Wszystko, co możesz sobie wyobrazić, jest prawdziwe, powtarzałam w myślach za Pablo i w razie potrzeby wyobrażałam sobie z szeroko otwartymi oczami kolorowy świat.
Na początku wiedziałam, kiedy wracały prawdziwe kolory, ale potem uwierzyłam mantrze i prawdy wymyślone zaczęły coraz głębiej przenikać prawdy rzeczywiste. Stopniowo niwelowałam coraz mniejsze różnice nieustannie udoskonalanym filtrem, aż w końcu przestałam rejestrować momenty przejść. Pewnego razu rzeczywisty kolorowy świat po prostu wrócił niepostrzeżenie... lub nie wrócił wcale.
Czasami bywa tak, że świat jest wypłukany z barw. Takim go sobie wyobrażam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

4 komentarze:
to na początku było słowo mnie urzeka, właściwe to mnie urzekło już dawno :).
widzę, że nie tylko mnie blog.pl zmusił do ewakuacji. błękity cudne.
przeraża mnie to zapętlenie, ciąg wyobrażeń, który kładzie się na rzeczywistość, który jest rzeczywistością, która jest wyobrażeniem, które jest...
~>jaija
do mnie też przemawia ;).
~>Falka
po całkowitym zatarciu granic przestaje być tak strasznie. kwestia prędkości zapętlania.
od czasu Twojej ewakuacji problem eskalował i teraz już nic nie dało się z nim zrobić.
Ja wiem wszystko o zacieraniu granic, bo tu sen jest dniem jest snem, a fikcja czystą realnością, stąd przeraża to jeszcze bardziej, im szybciej to działa, tym straszniej. Nie do rozdzielenia. Nie do ogarnięcia.
Prześlij komentarz