gdy zapada zmrok


Mrok.
W nocy daje schronienie drzewom. W kręgu tajemnicy skrywa ich kształty i strzeże sekretów. A drzewa, bawiąc się ze swoim opiekunem, tańczą w rytm powolnej pieśni wiatru i nęcą mnie magią cieni. Szelest jesiennych liści przeradza się w kuszący szept, który zaprasza do odkrycia arkanów leśnego kręgu.
Powinnam dalej podążać ścieżką doNikąd w świetle słabych latarni, lecz ciało bezwiednie skręca w stronę rozpostartych upiornie gałęzi. Przygnębiające jęki konających liści, dochodzące spod mych stóp, łaskawie informują moją świadomość o przekroczeniu granicy. Zagłębiam się w ciemność.
Niewiarygodne! Jestem w czerni, która okazała się mniej czarna niż mogłoby się wydawać z zewnątrz. Z mroku formują się kolejne leśne istoty i roztaczają wokół całą gamę szarości.
Wystarczy oprzeć się plecami o pień i zamknąć oczy, by stać się integralną częścią tego miejsca. Na jak długo? Kiedyś wzejdzie słońce i wygoni Opiekuna Drzew. Wtedy czerń mojego płaszcza przestanie pasować do jaśniejących istot. Krąg szeptać będzie inne zaklęcia, nie przeznaczone dla mych uszu.
Odchodzę.
Towarzyszenie drzewom w tak intymnej chwili byłoby bezczeszczeniem. Nie chcę oglądać ich bezbronności w całej okazałości. Wrócę jutro.
Gdy noc znów da schronienie drzewom.

Podczas wędrówki, gdy brutalnie zakłócałam idealną harmonię, narodziła się w mym umyśle wizja. Nie tylko ja burzę morze liści, które protestuje zdecydowanym szelestem. Niedaleko czai się wąż. Płynnymi ruchami giętkiego ciała zbliża się, potęgując lęk. Zimny dreszcz przeszywa ciało – kolejny obraz chorej wyobraźni – wąż oplata nogę i niespodziewanie z szaro-czarnej rzeczywistości wyłaniają się połyskujące oślepiającym światłem kły.
Strząsnęłam z siebie wizję. Wąż zniknął, ale tylko na chwilę. Irracjonalnie wciąż pełznie gdzieś za mną. Nawet teraz jego cień migocze w oddali...

0 komentarze:

Prześlij komentarz