dlaczego powinnam była studiować językoznawstwo.

W warstwie narracji miewam poczucie oderwania od swojego przeżycia. "W warstwie narracji". Jak przy takim nazywaniu postaw można nie być oderwaną? Jak  można unikać takiej nomenklatury, skoro życie się żyje, przeżywa się we mnie, a narracja z całym swoim dystansem i przewidywaniem opisuje. Niejednokrotnie równoczasowo.
Żyjemy  więc życiami równoległymi - ja i narratorka niewszechwiedzaca, ale zdystansowana na tyle, by stanowić kontrapunkt dla przeżycia, a tym samym zawsze rozszerzająca ogląd. Ja i dziewczyna czująca, myśląca, w pełni w byciu zanurzona. Równoległość jest lekiem na wewnętrzną niespójność, godzi spojrzenie z ostrością ustawioną na nieskończoność z przesłonięciem analitycznych oczu zmysłowo-myślącą tętniącą błoną. Równoległość nie może jednak manifestować się jednocześnie w działaniu czy w słowach. Dlatego doświadczasz chłodu komentarzy i  postaw, by po chwili poczuć ciepły podmuch ognia spontaniczności. Dlatego dostrzegasz dysonans.

3 komentarze:

f. pisze...

To przecież bezsporny fakt, ale idąc dalej w tym kierunku, dojdziesz do aktów komunikacyjnych, schematów implikujących zachowanie i skończysz z przeświadczeniem, że nie warto podejmować prób, skoro wyrażone leży tak daleko od niewyrażalnego.

Saevitia pisze...

Niby tak - każdy etap jest jeszcze nadbudowany - akty komunikacyjne grą konwencji, schematy mrzonką o leczniczej uważności i ciągłej, piekielnej, niezasypiającej świadomości, a ostatni kończy się gloryfikacją formy pozbawionej treści (skoro treść i tak fałszywa) albo afirmowaniem takich działań, które nie są intelektualizowane.

Bullshit.
Bo potem przychodzi zaprzeczenie.

F. pisze...

A potem Barthes zrodził dekonstrukcję ;)

Prześlij komentarz