mech na murach

W głowie niematerialność pustki i materialność ciemności. Naprzemiennie. Coraz szybciej. Natychmiastowo. Równocześnie w równoległych światach tożsamości.

Dotykam cię ciemności. Miękka i wciągająca, delikatnie zasysająca okruchy żywej codzienności.
Palce we włosach, opuszki przy skroniach, paznokcie na czaszce, palce w neuronach, opuszki na powierzchni myśli, całe dłonie w gęstej, mętnej, drżącej od emocji cieczy. Dopiero tam, w głębi, spokój najstraszliwszego.


Ból jest barierą, ścianą, która napiera. Im dłużej się naprężasz, napinasz, walczysz z nią, tym mocniej razi, tym głębiej przewierca. Ból jest ścianą, w którą trzeba wejść, której trzeba się poddać. Tylko tak się przekracza, tylko tak.


(Redefiniowanie siły.)

**

Rozbijam pustkę muzyką. Cudzymi oddechami wypełniam przebłyski próżni pojawiające się między skroniami. Wprowadzam niezliczone atomy z zewnątrz, ale każdy ich zbiór jest skażony drobinkami obcych idei i to też jest niezdrowe, bo całość od razu zaczyna falować w rytmie mojego czarnego czucia. Odbarwiona abstrakcja zabarwia się, zyskuje kształt, fakturę, formę. Otrzymuje ciało, oślizgłe, obłe, przed którym nie ma zamkniętych drzwi. Posiada też kończyny, ma dłonie. A z dłoni zawsze prędzej czy później wyrośnie nóż. Abstrakcja zyskuje ciało. Abstrakcja staje się człowiekiem.
Tną pierwsze skrzypce.


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

ładne to wszsytko.
ale czy nie przerost formy nad treścią

fos. (je.)

Saevitia pisze...

Skoro nie udało się z treścią bez formy, to dążę do formy bez treści.

Prześlij komentarz