błoto


Jeszcze wczoraj, przed chwilą, w innym życiu kontury rzeczywistości były rozmglone, rozmemłane, nieostre. Doświadczałam nieznośnej rozmokłości bytu. Dziecko we mnie pluskało się w błocie, może szczęśliwe na swój brudny sposób. Buty grzęzły zasysane przez żarłoczną, żądną organicznej materii ziemi.
W dzieciństwie bywałam nieśmiertelna, a przynajmniej długowieczna. Czas nieograniczony w rzece potencjalności, choć możliwości nie mają tu nic do rzeczy. Czas nie płynął, sekundnik, żeby w ogóle drgnąć, raz po raz pokonywał niewyobrażalny opór stawiany przez umysł dziecka.
Dzisiaj czasu nie ma. Albo dlatego że wypadam, albo z powodu tego, że za chwilę się skończy. Puf..
Wczoraj, dzisiaj. Słowa, które nic nie znaczą, bo znaczyć mogą cokolwiek.

0 komentarze:

Prześlij komentarz