pinezka
Dawno już mi się to nie zdarzyło, ale wystarczył impuls, żeby wylała się ze mnie fala bezmyślności, okrucieństwa i jadu podlana tanim humorem i uproszczeniem. Na dodatek nieskierowana bezpośrednio, a płynąca cichym, bocznym nurtem na fali rozmowy. Niepotrzebnie. Nierozumnie. Źle. Niesprawiedliwie. Nie do wycofania. A ślad pozostał we mnie.
Nie zmieniło to chyba niczego w rzeczywistości. Oby nie zmieniło. Zmieniło we mnie. Zostawiło osad.
Zapamiętaj.
Próbuję zrozumieć.
Po co? Żeby w piątej warstwie podtekstu usprawiedliwić się przed sobą? Żeby umotywować decyzję?
I po co tutaj? Publiczne wyznanie winy. Przecież nie po to by się pogrążyć, a żeby sobie ulżyć. Zupełnie nie moja taktyka, chyba że jednocześnie łączy się ze złudnym przekonaniem, że szczerość równoważy nieszczerość.
Cóż.
Uważności sobie życzę w codzienności.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz