przesypywanie
Spopielałe dłonie.. usta.. skronie.
Głowa posypana popiołem, bynajmniej nie na znak pokuty.
Zdmuchnąć popiół.. Strząśnąć pył..
Wolę siebie drapieżną i gniewną, wolę chłodną i pewną.
A budzę się jako grafitowy dym. Spływam z łóżka, rozrzedzona powoli wypełniam przestrzenie. Dopiero przed lustrem ustalam kształt zewnętrznej powłoki. Z wysiłkiem resublimuję, chowając głęboko splątane smugi poszarzałej trwogi.
By w ogóle móc mówić, tuż przed wyjściem do ludzi maluję usta, nadając im mocny kolor i blask. Gdy forma znacznie wyprzedza treść, nikt nie zwraca uwagi na puste słowa nagle obracające się w proch.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz