powieszona na pętli własnych marzeń


Na początku było słowo i to ono zrodziło we śnie obraz lecącej strzały.
Kontekst wyparował. Poprzednie historie wyblakły. Zostały jedynie proste, naładowane treścią słowa, które wymieniono mimochodem na granicy dwóch marzeń sennych.
Dwustronne kocham.
Minęły się.
Strzały niezsynchronizowane w czasie. Strzały z dwóch różnych przestrzeni. Strzały podporządkowane innym prawom.
Jedna wbija się w jasny, popielaty piasek. Grot rozpryskuje drobinki. Pokrywa je głęboką czerwienią. Nieregularne kręgi szarości wokół strzały rdzewieją. Kolor rozlewa się leniwie, z brakiem pośpiechu charaktersytycznym dla ostateczności.
Druga przebija poplamione słońcem listowie leśnych drzew. Na tle podświetlonego zielonkawymi iluminacjami nieba przeszywa rześkie powietrze poranka i zanurza się w miękkiej, wilgotnej od rosy ziemi.
Tak daleko.
A w tle podświadomości dostrzegam nadtopiony żarem zarys trzeciej strzały odbitej od rozgrzanego słońcem asfaltu.
Trzecia strzała...
Dziwne.

W ciągu dnia za zasłonką z cieniutkiej, bezbarwnej gazy, gdzie dzisiaj skryła się cała pozarzeczywistość, niespiesznie płynie strzała.

pierwsza druga trzecia pierwsza druga trzecia pierwsza druga trzecia pierwsza druga trzecia
(kto mówi stop?)

Cień mojego snu rzuca długie spojrzenia jawie. Kusi ją pozorną zwiewnością i lekkością. Woła, szepcze, śpiewa. Gdy spoglądam kątem oka w lewo, mknie. Kiedy odwracam wzork, szumi w ścianach mojej czaszki, zasnuwając myśli mgiełką nietrzeźwości.
Idę w dzień. Strzała towarzyszy każdemu mojemu krokowi. Nie uwolnię się dziś od niej. Wiem. Związał nas paradoks Zenona. Infinitezymalnie małe węzełki gnieżdżą się w pęczkach żył. Tam właśnie przebiega główny splot łączący mnie ze światem zza kotary. Nie do rozplątania w czasie jawy, bo życie gubi się w nieskończonościach.

0 komentarze:

Prześlij komentarz