krzyk krwi


Jestem pulsowaniem. Całe życie skondensowało się i ciężką parą wniknęło w arterie. Teraz krew jest nie tylko symbolem... krew jest życiem. Czuję to życie w sobie, w każdym najmniejszym naczyniu wystukuje rytm egzystencji. Jakieś male zwierzątko obco szamocze się w klatce piersiowej. A ja, gdy zamknę oczy, widzę jego otwierające się i zamykające paszcze na czarno-białym obrazie.
Szum przytłumił dźwięki z zewnątrz, mogę wreszcie bez zakłóceń wsłuchać się w siebie. Może... w końcu... zrozumieć... Każda komórka mojego ciala drży, nasiąknięta krwią. Wielokrotnie wzmocniony dźwięk staje się wyraźny i czysty. Tak może krzyczeć tylko krew. Pierwotna i dzika natura żarłocznie przygląda się rzeczywistości. Nigdy jeszcze nie było w moim oddechu tyle tęsknoty i nienasycenia.
Myśli płyną wolniej. Już od tylu dni w klatce czaszki szaleńczo trzepoczą skrzydłami ćmy. Pył przysypał bruzdy mózgu. Żaden jałowy impuls nie pokona ustalonej drogi. Wkrótce pozostaną tylko kruche szkielety zamarłe w misternym splocie. Dotknij mojej głowy, a rozsypie się na tryliony niezauważalnych okruchów. To nic... To tylko kolejne potłuczone zwierciadło. Pęknięty kryształ. To nic... Przecież już wcześniej myślałam tylko w czerni płytkich wód płodowych zamieszkanych przez embrion chorego mózgu. Gdzieś tam pasożytniczo przycupnęła niedorozwinięta dusza. Zaglądam w jej źrenice. I nagle okazuje się, że dusza składa się tylko ze źrenic. Otworów, w których nawet nieskończoność musi się skończyć. "Look into your abyss"...
Też mi odkrycie.
Drwiący uśmiech drży na ustach. Nawet ironia dała się uwieść rezonansowej częstotliwości krwi.
Jestem pulsowaniem. Jestem drżeniem bez bojaźni.
Jestem.
A na dodatek... gdzieś-tam-w-Głębi jestem sobą

0 komentarze:

Prześlij komentarz