osad
Delikatne nitki myśli połyskujące w nierównym splocie emocji i apatii poprzetykały dni. Próbuję wydłubywać pojedyncze włókienka, ale tylko je rozrywam, jednocześnie dziurawiąc i strzepiąc brzegi tkaniny codziennego bycia. Próby uformowania z tej materii słów kończą się każdorazowo ściekającą wolno z ust strużką śliny. Metaforycznie. Jak zawsze metaforami morduję ślady życia.
Więcej od myśli znaczą ślina, pot, krew, komórki naskórka. Paznokcie, pięści, powieki, palce.
... Ciało jawi się jako jedyna waluta wymienna na jakąkolwiek wartość. Nie obchodzi mnie wydźwięk tego stwierdzenia. Osadzam się w ciele: ja - osad, zdmuchnięty z umsyłu kurz świadomości wciskający się do płuc, wnikający w pory skóry, utykający w zagięciach ciała.
Pył, który brudzi.
Dusząc, budzi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz