Błazen-linoskoczek

Błazen-linoskoczek. To będzie archetyp na dziś. Joker moich czasów, który nie przebija żadnej karty. Wydawało się, że dziwak jest wyzwolony od dziwactwa, ale okazuje się, że tylko czasami bywa na przepustce. Odkłada tyczkę, odpina dzwoneczki, nie musi dłużej balansować. 

***

Te wszystkie słowa osiadają w nas niczym długo nieścierany kurz. Niepozorną, cienką warstwą. Im mocniej trzesz i ścierasz, tym głębiej się wżera. Ważne i nieważne. Mdłe i ciekawe. Dobre i złe. Festiwal ocen i współczuć, bezmyślności i cyzelowanych wnikliwości. Czasami wirują w tańcu, tworząc hipnotyczny wzór i wtedy przez chwilę jest pięknie, ale kiedyś każda drobinka musi osiąść i zmieszać się z milionami innych. 

Dmuchamy w siebie tym pyłem. Oddychamy nim. Podstawowa pozadotykowa forma komunikacji. Ile by nie czyścić, codziennie narastają świeże warstwy, powoli spiętrzają się w hałdy. Mówisz, że to proste, żeby się tak bardzo nie wystawiać. Tylko jak długo można nie oddychać?

Innego falloutu nie będzie.

***

Dużo łatwiej rozumieć niż być. Dużo łatwiej być rozumieniem niż byciem. Niemożliwość zrozumienia niczego tutaj nie zmienia.